Dwór Sanna – Wierzchowiska, woj. lubelskie. Fantastyczne miejsce

Po ciężkim miesiącu postanowiłam znaleźć dla Nas coś wyjątkowego na weekend. Żeby dogodzić sobie kulinarnie i pod względem komfortu noclegu. Szukałam na stronach www czegoś niezbyt daleko od Warszawy, żeby nie zmęczyć się zanadto podróżą. Ponieważ Podlasie jest przez nas najczęściej odwiedzane, tym razem wybrałam rejony województwa lubelskiego. Padło na Dwór Sanna – znajdujący się około 60 km za Lublinem, w małej miejscowości Wierzchowiska.

Nie ukrywam, że duże wrażenie zrobiły na mnie zdjęcia i sama prezentacja obiektu. Ale już wielokrotnie zdarzało się tak, że zdjęcia jedno, a w środku drugie, dlatego z zachwytami postanowiłam poczekać, aż zobaczę na żywo.

Wybraliśmy się w ostatni wrześniowy weekend. Niestety pogoda spłatała nam figla i akurat na te dni zapowiedzieli deszcze i jesienne chłody. Co zrobić – wyjazd już zaplanowany, zaliczka wpłacona. Mówi się trudno, jedziemy w końcu odpocząć.

Droga była fatalna – dłużyła się, ruch potworny, lało, po drodze skręciliśmy nie tam gdzie trzeba, w efekcie zamiast objechać Lublin wpakowaliśmy się w centrum w godzinach szczytu. Dojechaliśmy późnym popołudniem, zmęczeni i z lekka wkurzeni. Dworek bardzo przyjemny z zewnątrz, w środku podobnie – ładne wyposażenie, wszystko czyściutkie i błyszczące. Dostaliśmy klucze do pokoju, ładujemy się i…szok. Pokój dokładnie taki jak w opisie i naprawdę na wysokim poziomie. Dodam, że zapłaciliśmy troszkę więcej za tzw. Pokój De Lux – pokój Biały o podwyższonym standardzie. Po obejrzeniu łazienki byłam już całkowicie „na tak”. Nowocześnie, gustownie, wanna na środku łazienki, przeszklony prysznic, wszystko lśniące i w eleganckich biało-czarnych kolorach. I W KOŃCU. Po tylu odwiedzonych miejscach – lustra o odpowiednim rozmiarze, w odpowiedniej ilości (i w pokoju i w łazience) Dwie umywalki, przy każdej suszarka, przy jednej małe, wysuwane lusterko do makijażu. Wygodnie, dużo miejsca. Telewizor ze sporą ilością kanałów, nawet Canal + – mieliśmy perspektywę spędzenia całego weekendu w pokoju, bo ciągle lało, więc TV jak znalazł. Malutki minusik za WiFi – przydałby się wzmacniacz, bo sygnał się gubił – oraz za łóżko. Bardzo nowoczesne, wygodne – ale składające się z dwóch zestawionych razem, co skutkowało, że co jakiś czas któreś z nas wpadało w „dziurę” pomiędzy. Ale w nocy i tak zawijamy się każdy w swoją kołdrę, więc dla mnie nie miało to aż takiego znaczenia.

IMG_3345IMG_3354

Zeszliśmy do restauracji, bo po tej drodze z przygodami trochę zgłodnieliśmy. Ładnie, przytulnie, klimatycznie. Zamówiliśmy tatar (zawsze go zamawiamy – stwierdzamy po tym poziom restauracji, zresztą jesteśmy smakoszami) i każdy z nas po daniu, mąż pieczeń z gęsi, ja polędwiczkę z sosem żubrówkowym. Powiem tak…tatar był obłędnie podany. Nawet do głowy mi nie przyszło, że taką przystawkę jak tatar można podać w tak piękny sposób. Smak – palce lizać. Przez cały pobyt wszystko co zjedliśmy było na podobnym poziomie i przepyszne. Pogratulować szefa kuchni. Jedynie moje zastrzeżenie, że przy takiej smakowitej kuchni i czterech gwiazdkach śniadanie powinno być na nieco wyższym poziomie. I obowiązkowo ekspres do kawy na użytek gości.

1befsztykzkiszonkapust

Skorzystaliśmy również z dość ekstremalnej, biorąc pod uwagę pogodę, atrakcji. Mianowicie można wykupić sobie kąpiel w balii gorącej wody lub jacuzzi pod chmurką oraz saunę fińską. Wszystko pod zadaszeniem, ale na świeżym powietrzu. Sauna w drewnianej tubie, w środku palone prawdziwym drewnem i kominek – fajne rozwiązanie. Nie polecam jacuzzi zmarźluchom, mega różnica temperatur po wyjściu z wody, a i sama woda nagrzewa się „tylko” do 35 stopni. Za to woda w balii gorąca – musi to być ciekawe zimą, kiedy dookoła śnieg, a Ty pomykasz między drewnianą balią a sauną .

201210181644490.kamil_1_10

Ogólnie bardzo udany pobyt. Ładne miejsce dla wymagających, utrzymane na wysokim poziomie. Inne pokoje również były ciekawe – każdy urządzony tematycznie, zgodnie z nazwą (np. pokój morski, motoryzacyjny). Do obiektu przynależy też duży, piękny, zabytkowy park. Wiosną musi być tam niesamowicie. Wg informacji na stronie do hotelu należą 32 hektary terenu. Okolicy nie bardzo mieliśmy ochotę zwiedzać, bo pogoda nie sprzyjała. Ale obeszliśmy cały obszar dookoła – stadnina koni – polecamy, mają śliczne koniki. Jest też pole golfowe, winnica – sami produkują pyszne wino.

Na pewno kiedyś wrócimy.

Smacznego.

A.

Facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinmail
  • Ha, ja też jestem smakoszką tatara i bardzo często po tatarze oceniam wstępnie lokal w którym raczę się posiłkiem. Ten wygląda świetnie, obłędny jest sposób podania żółtka: w kieliszeczku. Bardzo apetyczna sprawa, aż chce się wpakować w samochód i pędzić do Wierzchowisk na degustację 🙂 Pozdrawiam.

    • Agnieszka

      Ja generalnie jestem smakoszem prawie wszystkiego :). Ale faktycznie, tatar to podstawa. Często zdarza nam się odwiedzić wspaniałe miejsca ze słabym jedzeniem – wtedy oceniam całość, bo dla mnie jedzenie, obsługa i jakość obiektu musi iść w parze, a raczej w trio – żeby zasłużyć na pochwałę :).

  • Marek

    pięknie:)