JAK SIĘ SPAKOWAĆ ŻEBY NIE ZWARIOWAĆ – PRZEPROWADZKI, CZYLI ZŁO (NIE)KONIECZNE

W dzieciństwie miałam to szczęście, że rodzice przeprowadzili się raz. Z mieszkania dwupokojowego w bloku, na mieszkanie w bloku, z tym, że trzypokojowe i w innej miejscowości. Kończyłam wtedy podstawówkę, więc trauma nie była zbyt wielka. W głowie mam przykład mojego męża, który jako syn wojskowego przeprowadzał się za młodu znacznie częściej, zmieniając szkoły i znajomych.

W życiu dorosłym zderzyłam się z rzeczywistością. Na początku nie było źle – pierwsze moje M miało 19 metrów kwadratowych – jeden pokój z ciemną kuchnią. Byłam wtedy na studiach, rzeczy mało, mieszkanie małe, potrzeby jeszcze wtedy też niewielkie. Kiedy zamieszkaliśmy tam wspólnie z narzeczonym, nie mieliśmy nawet pralki. Planując wspólną przyszłość z moim ówczesnym partnerem, poczyniliśmy spory krok kupując (ze sporą pomocą rodziny oraz wspierającej młodych ludzi zupełnie bezinteresownie instytucji, zwanej bankiem) większe mieszkanie już pod kątem naszych planów na życie. Trzypokojowe, całkowicie do remontu. Nagle przy przeprowadzce okazało się, że rzeczy mamy całkiem sporo, a w dodatku razy dwa: bo i moje i jego. Ale nie ta przeprowadzka będzie „bohaterem” mojego wpisu.

Z tamtym partnerem nam nie wyszło. Poznałam kogoś, dla kogo odrzuciłam całkowicie zdrowy rozsądek i podjęłam karkołomną decyzję o przeprowadzce do Stolicy. Prawie 400 km z mojego małego, spokojnego miasta nad morzem, w dodatku nie znając tam żywego ducha. Gdybym wtedy wiedziała, z jakim wysiłkiem tego dokonam i ile łez wyleję, to pewnie…podjęłabym tę samą decyzję raz jeszcze. W końcu to MIŁOŚĆ.

Czy wspomniałam, że przeprowadzałam się do pustego, wynajętego mieszkania? I że jedyna znana mi w Warszawie osoba, czyli mój wtedy „chłopak” a obecnie mąż, w czasie mojej przeprowadzki wyjechał za granicę? Ponieważ nie było mnie stać na wynajęcie firmy, która przewiozłaby rzeczy 400 km, musiałam radzić sobie dostępnymi środkami. I tutaj ogromny ukłon w stronę mojego taty, który wziął mini vana od siebie z pracy i pojechał ze mną do Warszawy z tym całym majdanem, jako kierowca. Teraz wyobraźcie sobie samochód zawalony po brzegi rzeczami (ciuchy, naczynia, książki, rzeczy osobiste, telewizor, szafa, lampa itd. – dobrze, że chociaż mieszkanie było w miarę umeblowane) i dwie osoby, żeby to wszystko wnieść. Sześćdziesięciolatek z chorym kręgosłupem i niespełna trzydziestoletnia wtedy, niezbyt wysportowana kobieta. Żadnych sąsiadów ani znajomych do pomocy. Przez dwa kolejne dni nie mogłam podnieść rąk i stękałam przy każdym ruchu. Tata musiał na drugi dzień wracać, a ja zostałam z tysiącem kartonów i kartoniczków, za to kompletnie bez pomysłu za co się zabrać i całkowicie załamana.

Dwa lata później miałam wrażenie, że żyję w Matrixie… Przeprowadzka do nieco większego mieszkania, co prawda na końcu tego samego osiedla, ale mąż w tym czasie gdzie? Tak jest, zgadliście. Za granicą. Ale już sytuacja nieco inna, znało się więcej ludzi. Dodatkowo mąż poprosił dwóch kolegów o pomoc, więc przynajmniej dźwiganie miałam z głowy. Co do układania i tysiąca kartoników nic się nie zmieniło.

Także niesiona dobrą wolą i nieco większym już doświadczeniem w temacie mam kilka rad.

WEŹ GŁĘBOKI ODDECH I POLICZ DO DZIESIĘCIU – ZACZNIJ PLANOWANIE

  1. Po pierwsze, jeśli już znasz termin przeprowadzki, WEŹ URLOP lub przynajmniej zaplanuj ją w wolnym dla Ciebie terminie. Jeśli myślisz, że jesteś w stanie ogarnąć to wszystko „po pracy” – mylisz się.
  2. Po drugie – przeanalizuj, czy jesteś w stanie przewieźć rzeczy własnym transportem, czy potrzebna Ci pomoc. Jeśli przeprowadzasz się w obrębie tego samego miasta i w dodatku z meblami – nie ma cię co zastanawiać. WEŹ PROFESJONALNY TRANSPORT lub ewentualnie poproś kogoś znajomego z dużym samochodem o pomoc. Naprawdę w stosunku do kosztów – szkoda nerwów, Twojej energii i czasu przede wszystkim.
  3. Po trzecie – PRZYGOTUJ WCZEŚNIEJ POTRZEBNE KARTONY, WORKI I GAZETY (gazety??? – patrz punkt siódmy). Pochodź po sklepach, poproś znajomych, przejdź się do piwnicy – na pewno masz kartony po starym sprzęcie i tym podobne. Zrób to wcześniej, żebyś zgromadził odpowiednią do posiadanych rzeczy ilość. NIE PRZEWÓŹ RZECZY BEZ OPAKOWAŃ, wszystko najlepiej jest owinąć, włożyć w stabilny karton lub przynajmniej w worki (np. ubrania). Jeśli myślisz, że wszystko podczas transportu przyjedzie w idealnym stanie, jeśli odpowiednio tego nie zabezpieczysz – mylisz się po raz kolejny.

WEŹ GŁĘBOKI ODDECH I POLICZ DO DZIESIĘCIU – ZACZNIJ PAKOWANIE.

  1. Po czwarte – SEGREGACJA I SELEKCJA. Nawet jeśli myślisz sobie, że przecież potem i tak będziesz wszystko rozpakowywać, więc bez znaczenia co, gdzie – wierz mi. CO, GDZIE MA OGROMNE ZNACZENIE. Zazwyczaj nie jesteś w stanie rozpakować się potem w jeden wieczór i nagle okazuje się, że potrzebna ci szklanka/suszarka/pidżama/miska dla kota. I zaczyna się szaleńcze wywalanie wszystkiego na środek pokoju, w efekcie czego znajdziesz wszystko oprócz tego, czego szukasz. Pamiętaj, że przeprowadzka jest idealnym momentem, aby wyrzucić część niepotrzebnych już rzeczy – to czas na swoiste porządki życiowe. Ubrania/buty/torebki możesz spakować w duże worki. Naczynia koniecznie w kartony. Książki i ciężkie rzeczy pakuj w te mniejsze pudełka, wierz mi – potem ciężko to podnieść, waga robi swoje. Moim sprawdzonym sposobem jest posegregowanie rzeczy na:

– ubrania „na już”

– ubrania „mogę odpakować później”

– bieliznę

– kosmetyki

– naczynia kuchenne

– szklanki

– produkty spożywcze

– książki

– potrzebne dokumenty

– rzeczy codziennego użytku, które będą Ci potrzebne od razu (szczoteczka, suszarka, ładowarka do telefonu) – najlepiej w worek, który zostawisz przy sobie

– ręczniki

– pościel

– buty

– wartościowe sprzęty, które mieszczą się w kartonie (aparat fotograficzny, Mp4, mini wieża, ramka elektroniczna itd.

– zabawki dla dzieci itd. Jeśli posiadasz potomstwo

– drobiazgi mało istotne (bibeloty z domu, figurki itd.)

  1. Po piąte – POSEGREGUJ RZECZY POMIESZCZENIAMI. Dobrze jest napisać grubym flamastrem na kartonach/workach – do jakiego pomieszczenia mają trafić. Kuchnia/łazienka/sypialnia/salon/pokój dziecięcy. Osoby, które będą wnosić rzeczy od razu zaniosą je w odpowiednie miejsce. Unikniesz w ten sposób biegania po mieszkaniu i szukania odpowiednich kartonów. Mało tego, część z nich na pewno jest diabelnie ciężka, więc przenoszenie ich potem z pokoju do pokoju mija się z celem.
  2. Po szóste OPISUJ KARTONY PORZĄDNYM, NIEZMYWALNYM MARKEREM W WIDOCZNYM MIEJSCU. Dodatkowo jeśli przewozisz rzeczy z obcą firmą transportową, ogromnymi literami napisz, w których kartonach są szklane i wrażliwe rzeczy.
  3. Po siódme – wszystkie naczynia, szkło, bibeloty OPAKUJ W GAZETY. To niezawodny od dziesięcioleci sposób, aby niczego nie uszkodzić. Zawijaj każdą szklankę i miseczkę osobno. Mniejsze kubki/szklanki wsadzaj w większe. Podobnie miseczki/talerzyki – zaoszczędzisz w ten sposób mnóstwo miejsca.

WEŹ GŁĘBOKI ODDECH I POLICZ DO DZIESIĘCIU – ZACZNIJ PRZEWOŻENIE.

  1. Po ósme – pamiętaj, żeby w samochodzie UŁOŻYĆ RZECZY Z GŁOWĄ. Im lepiej to logistycznie rozplanujecie w transporcie, tym więcej twoich rzeczy przetrwa transport w nienaruszonym stanie. W głębi samochodu nie układaj takich rzeczy jak lampy, dekoracje domowe, kwiaty i tym podobne. Podobnie łatwiej potem będzie wynosić rzeczy z samochodu, zaczynając od tych mniejszych.

WEŹ GŁĘBOKI ODDECH I POLICZ DO DWUDZIESTU – ZACZNIJ ROZPAKOWYWANIE

  1. Po dziewiąte – NIE PANIKUJ. Daj sobie chwilę oddechu, zrób sobie kawę/herbatę, odpocznij przez chwilę. Jeśli masz więcej czasu, nie zaczynaj rozpakowywania od razu tego samego dnia. Potrzebny Ci będzie tylko woreczek z rzeczami codziennego użytku. Wyjdź do pobliskiego sklepu osiedlowego i zrób niewielkie zakupy potrzebne na następne dwa dni – pieczywo, mleko, kawę i koniecznie jakieś składniki do mocnego drinka, będą Ci potrzebne. Wydawało Ci się, że pakowanie jest straszne? Mylisz się kolejny raz. Prawdziwy horror to rozpakowywanie. Już na sam widok walających się po całym mieszkaniu kartonów i worków może człowieka zlać zimny pot. Szklanki nie mieszczą się do szafek, wzięłaś za mało wieszaków na ubrania, mąka lub przyprawy rozsypały się w kartonie, po rozpakowaniu pięciu kartonów odpadają Ci ręce, szafki są za wysoko, a zanim pójdziesz spać musisz przecież poszukać pościeli i ręczników. Spokojnie, jeśli spakowałeś się z głową, nie będziesz mieć większych problemów oprócz zakwasów dnia kolejnego (w końcu to niezły wysiłek).
  2. Po dziesiąte – KOLEJNA SELEKCJA. Przy rozpakowywaniu ponownie dokonaj segregacji rzeczy, na pewno dojdziesz do wniosku, że i tak zabrałeś masę rzeczy, które powinieneś był wyrzucić na początku. Nie zagracaj nowego mieszkania i nie chomikuj bez potrzeby. Ułatwi Ci to potem utrzymanie porządku. Pamiętaj, że w nowym miejscu to nowy start – dobrze jest go zacząć od uporządkowania swoich rzeczy.

Większość z tych rzeczy pewnie dla niektórych wydaje się oczywista, ale nie każdy ma wrodzony dryg do pakowania. Mam nadzieję, że teraz będzie Wam łatwiej.

Smacznego.

A.

Facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinmail