Thassos – Greckie wakacje cz. 1

Thassos to jedna z mniejszych, greckich wysp na Morzu Egejskim. Nazywana często Szmaragdową Wyspą (ze względu na piękne, zielone lasy sosnowe oraz gaje oliwne) lub Wyspą Kotów (później wyjaśnię skąd taka nazwa).  W zasadzie można śmiało stwierdzić, że Thassos to Grecja w pigułce – znajdziemy tam wszystko, czego można poszukiwać w greckich krajobrazach i kulturze. Są pozostałości archeologiczne, wspaniałe, marmurowe klify, piękne, złote plaże, zielone lasy i gaje oraz górzyste tereny – z najwyższym szczytem położonym 1208 m n.p.m. Każdy znajdzie tam coś dla siebie. Można podróżować, zwiedzać, wspinać się, smażyć się na plaży, snurkować albo skorzystać z bogatej infrastruktury hotelowej i po prostu się byczyć.

Żeby dostać się na Thassos najpierw trzeba pokonać trasę powietrzną. Samolotem to niecałe dwie godzinki lotu, upłynęły w mgnieniu oka. Lądowaliśmy na lotnisku  Kavali – na kontynencie (swoją drogą bardzo przyjemne miasto). Stamtąd dopiero udaliśmy się promem w miejsce docelowe. Rejs trwał około 45 minut – w drodze mieliśmy przedsmak tego co nas czeka, zarówno jeśli chodzi o pogodę, jak i widoki.IMG_20160627_171916Dopłynęliśmy do stolicy Thassos – Thassos lub Limenas (obie nazwy są prawidłowe). O tym miasteczku opowiem później, gdyż wybraliśmy się do niego na wycieczkę. Stamtąd autokary porozwoziły nas po hotelach (zapomniałam napisać, że nasza wycieczka to były zorganizowane wczasy z biurem podróży).

Jeśli chodzi o klimat i pogodę na wyspie, bywa dość kapryśna. Spodziewaliśmy się pod koniec czerwca temperatur w granicach 25-30 stopni (tak wcześniej poinformował nas internet). Niestety lub stety trafiliśmy na naprawdę upalny tydzień – cały czas było ponad 34 stopnie. Do opalania i pływania jak najbardziej. Do zwiedzania już gorzej.

My spędzaliśmy wakacje w Hotelu Princess Golden Beach, w Chrissi Amoudia, nad samą plażą Golden Beach – podobno jedną z ładniejszych na wyspie, a na pewno największą. Sam hotel myślę, że jest niezły. Zdecydowanie najmocniejszym punktem jest restauracja, odnowiona, elegancka i z bardzo dobrymi posiłkami. Pokoje małe, ale wygodne, miła obsługa. Wokół pełno jest miejsc, w których można pysznie zjeść, więc jeśli nie należycie do fanów All Inclusive, to spokojnie można się wybrać bez opcji wyżywienia. Obiad kosztuje 15-30 euro, w zależności od dań i dodatków.  Przy hotelu był niewielki, ale bardzo przyjemny basen, a z okna widać było morze – do plaży około 100 metrów spacerkiem.

IMG_3689 IMG_20160629_094705 IMG_20160703_110037

Mając do dyspozycji tydzień, postanowiliśmy połowę czasu przeznaczyć na relaks słoneczno-basenowy, a resztę dni na zwiedzanie wyspy. Na miejscu poznaliśmy bardzo fajną parę, która do hotelu przyjechała na swoją podróż poślubną. Tak jakoś się złożyło, że na dwudniowe zwiedzanie wyspy samochodem pojechaliśmy we czwórkę.  Tak przy okazji – jeśli chodzi o wynajem samochodu to mam dla Was kilka przydatnych informacji.  Przede wszystkim odradzam wypożyczalnię aut poleconą nam przez hotel – Avis. Niby nie było żadnych problemów, auto w porządku, na czas. A jednak przy zdawaniu auto okazało się mieć rysę, której przedtem podobno nie było i właściciel zażyczył sobie 150 euro za naprawę. Dodam, że zostało wykupione dodatkowe ubezpieczenie – od wszystkiego, tzw. full opcja  (koszt to od 8 do 12 euro, w zależności od rodzaju auta). Koniec końców sprawę załatwiła miła pani w recepcji, ale niesmak pozostał. I tutaj właśnie dwie sugestie – naprawdę warto dopłacić za ubezpieczenie (jak widać), pomimo, że właściciel od samego początku to odradzał. Do tego warto obejrzeć, a nawet obfotografować auto przy podpisywaniu umowy. Na wyspie jest jeszcze druga wypożyczalnia, o której słyszałam dobre opinie – Potos. I na drugi raz tam bym właśnie auto wynajęła. Koszt to między 50 a 100 euro za dwa dni (50 za podstawowe autko, 100 za Jeepa).

tas-mapa02

Wracając do wycieczki – postanowiliśmy podzielić ją na dwa dni. Pierwszego dnia zjechaliśmy całą wyspę dookoła – zatrzymując się na dłużej w: Panagia, Limenas (Thassos) oraz w Aliki, a po drodze zatrzymując się przy pięknych plażach, punktach widokowych oraz przy Monastyrze Michała Archanioła. Całość trasy dookoła to około 120 km, jeśli nie chcecie wjeżdżać w głąb wyspy.  Najpiękniejsze plaże na wyspie to Golden Beach, Paradise Beach, Psilli Amos, Metalia. Ich lokalizacje z pewnością znajdziecie bez problemu w internecie. My jednak postanowiliśmy zatrzymywać się po prostu przy dzikich plażach, gdzie nie było tłumów turystów i można było podziwiać uroki wyspy i błękitnej wody. Z polecanych również, ale mniejszych plaż, najładniejsza wg mnie jest trudno dostępna Skidia oraz marmurowo-biała Saliara.

Pierwszym przystankiem była mała, górska mieścinka Panagia, czyli inaczej „Matka Boska”.  Jest to tak mała miejscowość, że za pierwszym razem przejechaliśmy znaki i pojechaliśmy w góry, dopiero potem zawracając na odpowiednią drogę. Jest to chyba najbardziej malownicza wioska na wyspie. Można podziwiać wąskie, kręte uliczki, śnieżnobiałe, kamienne domki, wkomponowane w górskie pejzaże. Czas płynie tam leniwie i aż nie chce się opuszczać tego pięknego miejsca. Najbardziej znanym turystycznie punktem wioski jest  położone w centralnym punkcie źródełko miłości. My wrzuciliśmy do wody pieniążek – ale dopiero później w internecie doczytałam, że aby zapewnić sobie szczęście w miłości, należy napić się z niego wody i okręcić trzy razy w prawo :). Dobrze, że już nie szukam miłości :).

IMG_3710 IMG_3723 IMG_3725

Kolejnym przystankiem było Limenas (Thassos). Jest to stolica wyspy i jednocześnie łącznik portowy, skąd wypływają i dokąd wpływają promy z Kavali. Miasto położone jak malowniczo na wybrzeżu. Można zwiedzić port i promenadę oraz wiele antycznych miejsc – jak pozostałości po agorze czy ruiny amfiteatru. Jest też muzeum archeologii, do którego niestety nie trafiliśmy, mimo znaków. Dodatkowo w mieście jest sporo kawiarni i małych, klimatycznych tawern nad brzegiem morza. W jednej z nich zatrzymaliśmy się na chwilę (kulinarne tematy opiszę w drugiej części wpisów o Thassos).

DSC00176 DSC00708 1 7969427650_cb9334fda8_c

Wzdłuż wybrzeża zatrzymywaliśmy się kilka razy, by podziwiać piękne widoki oraz posnurkować i popływać w krystalicznej wodzie, przy jednej z dzikich plaż przy drodze. Większość plaż jest do siebie podobna. Różnią się tylko podłożem – większość jest kamienista lub żwirkowa. Za to widoki wszędzie tak samo piękne.

IMG_3744 IMG_3763 IMG_3796

Kolejnym przystankiem miał być Monastyr Michała Archanioła. Klasztor położony jest na urwisku skalnym, zaraz przy głównej drodze – nie sposób go przegapić. Jest też chyba najliczniej odwiedzanym przez turystów obiektem na wyspie. Jak dojechaliśmy, to na parkingu stało mnóstwo aut i naprawdę niezły tłumek ludzi. Niestety okazało się, że Monastyr otwarty będzie dopiero o godzinie 16:00, a my byliśmy już trochę zmęczeni, więc nie uśmiechało nam się czekać w upale pół godziny. Zrobiliśmy tylko zdjęcia i pojechaliśmy dalej. Poza tym nie mieliśmy tez odpowiednich strojów – na wielkiej tablicy przez klasztorem jest cała lista zakazów i nakazów (odpowiedni ubiór: długie spodnie, zakryte ramiona, zakaz używania telefonów, zakaz fotografowania wewnątrz itd).

4617481

Ostatnim punktem postojowym i zarazem miejscem na obiad było Aliki. Spędziliśmy tam stosunkowo sporo czasu, ale upał doskwierał nam już niemiłosiernie, więc postanowiliśmy po tej miejscowości zakończyć naszą wycieczkę na ten dzień. Największym plusem tej miejscowości są piękne, marmurowe klify i widoki, które można z nich podziwiać. W Aliki znajdują się też wykopaliska i pozostałości archeologiczne z VII w. Żeby przejść całość, trzeba poświęcić na to trochę czasu, więc polecam albo chłodniejszy dzień na tę wycieczkę, albo nakrycie głowy, dużo kremu z filtrem i jeszcze więcej wody. W upał nie bardzo jest się tam gdzie schować. Natomiast jeśli chodzi o plażę, faktycznie woda ma tam piękny kolor, ale plażowanie raczej odradzam, ze względu na tłumy ludzi.

IMG_3819  DSC00791 1  IMG_3832

Drugi dzień wycieczki zaczęliśmy rano od wycieczki do Gioli. Jest to naturalny basen, otoczony skałami. Woda w nim wymieniana jest podczas przypływów i większych fal. Dookoła jedynie piękne klify i woda. I tutaj szczerze mówiąc nie wiem, co napisać… Giola na zdjęciach turystów w internecie robi spektakularne wrażenie. I przyznam, że było to miejsce, które na Thassos chciałam zobaczyć najbardziej. Myślę, że błąd polegał na tym, że dotarliśmy tam około południa, natomiast wszyscy powtarzali nam, że Giola najpiękniej wygląda z rana, do godziny 9:00. Ma wtedy podobno szmaragdowo – lazurowy kolor i widok jest niezapomniany. My niestety nie mieliśmy okazji podziwiać takich kolorów. Woda w „basenie skalnym” miała mętny, zielony kolor i w dodatku pachniała niezbyt ładnie. Do tego było tam mnóstwo ludzi i amatorów skoków ze skał. Sama droga od parkingu, gdzie można zostawić auto (polecam zdecydowanie podjechanie możliwie jak najbliżej, bo sama droga jest wycieńczająca), do Gioli – czyli na sam „dół” – to dobre kilkanaście minut spaceru w pełnym słońcu. O schodząc do Gioli, jeszcze nie jest tak źle, to wracając pod górę i bez odrobiny cienia – naprawdę ta wycieczka była bardzo wymagająca. Nie mogę tez powiedzieć, że było warto – być może godzina faktycznie robi dużą różnicę. Ja byłam wymęczona i nieco rozczarowana.

IMG_3861 IMG_3863 IMG_4015

Po tej męczącej przeprawie pojechaliśmy wgłąb wyspy – do Theologos.  Żeby tam dojechać, trzeba zjechać z portowego miasteczka Potos (na południu wyspy). Jest to tradycyjna, górska wioska, jedna z najstarszych na wyspie. Ma unikalny klimat, z mnóstwem domeczków i krętych uliczek. Theologos jest wpisane na listę światowego dziedzictwa Unesco, właśnie ze względu na świetnie zachowaną, kamienną architekturę. Do tego można tam pysznie zjeść – co opiszę w kulinarnej części opisów o Thassos.

Po tych atrakcjach zrezygnowaliśmy już z dalszej wycieczki – był niesamowity upał i Giola wykończyła nas totalnie. Znajomi pojechali zobaczyć jeszcze jedno miejsce – Saliarę – jest to piękna, marmurowa plaża w północnej części wyspy. Jedyna w swoim rodzaju ze względu na piękny, biały piasek. Dojechać można Jeepem, ze względu na skaliste ustępy i dość trudną trasę.

DSC00414 1 DSC00424 1 DSC00440 1

W przedostatni dzień wykupiliśmy jeszcze rejs statkiem po południowym wybrzeżu wyspy. Jak dla mnie był to bardzo dobry wybór. Spędziliśmy około 6 godzin na stateczku, opływając skalne wybrzeża Thassos. Kilka razy zatrzymaliśmy się na pływanie, snoorkowanie – co kto wolał. Przyjemnie, nie wróciliśmy zmęczeni, popływaliśmy i do tego mogliśmy podziwiać wyspę od strony morza. Dla zainteresowanych – snoorkować jak najbardziej można, ale rafa i fauna podwodna nie jest zbyt rozwinięta – np. w porównaniu do Egiptu. Najwięcej można się naoglądać jeżowców :). Ale za to widzieliśmy delfiny – spotkaliśmy ich kilka w trakcie rejsu. Mając szczęście można nawet z nimi popływać.

DSC00445 1

I na koniec – dlaczego wyspa kotów. Koty na Thassos są dosłownie wszędzie. Wyspa ma duży problem z bezdomnością tych zwierzaków i ich rozmnażaniem się w zastraszającym tempie. Niestety dużo brakuje jeszcze społeczności, jeśli chodzi o uświadamianie w temacie sterylizacji. Koty były wszędzie, w hotelu, w miastach, które zwiedziliśmy – towarzyszyły nam dosłownie wszędzie. Mi osobiście pękało serducho, że nie mogę ich wszystkich zabrać do domu…

IMG_3733 IMG_3734 IMG_20160628_084725

Smacznego.

A.

 

 

 

Facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinmail