Thassos – Greckie wakacje cz. 2 – kulinarnie.

W drugiej części wpisu o Thassos chciałabym skupić się na… jedzeniu. Jedzenie bowiem to według mnie najmocniejsza strona tej pięknej, greckiej wyspy.

Zaczynając od hotelu – zdecydowanie jedna z lepszych, hotelowych restauracji, w jakich miałam okazję jeść w trakcie wakacji. Kolacje były naprawdę zróżnicowane, a nawet jeśli kilka dań się powtarzało, to  było z czego wybierać. Bardzo dużym plusem była możliwość dodatkowego zamówienia dań szefa kuchni do kolacji. Każdego dnia były trzy do wyboru – przekrój kuchni międzynarodowej i lokalnych przysmaków. I tak jedliśmy np. ravioli z ricottą, krewetki, zapiekaną baraninę, rybę z frytkami, a nawet hamburgera :). Wszystko było bardzo dobre – do tego wino bez ograniczeń :).

IMG_20160703_193911

Jeśli chodzi o tamtejszą kuchnię to polecamy oczywiście mussakę (zapiekanka z bakłażana i mięsa mielonego), owoce morza i greckie słodkości. Mi najbardziej smakowały Lukumades – małe, greckie pączki, z ciasta drożdżowego, z miodem – słodziutkie i pyszne.

IMG_20160703_202003

Poza restauracją postanowiliśmy trochę „pozwiedzać lokalne smaki”. Pierwszy przystanek kulinarny to Limenas – stolica Thassos. Jest tam mnóstwo małych tawern i kawiarenek nadmorskich. My zatrzymaliśmy się w tawernie Simi. Zamówiliśmy smażoną fetę z miodem i sezamem i smażony ser Talagani. Muszę przyznać, że było to naprawdę smaczne. Na samym początku dostaliśmy ogromny koszyk chleba – jak się później okazało, chleb podawany jest w każdej tawernie przed głównym zamówieniem. A ten w Simi był pyszny – taki  żółty (jak z mąki kukurydzianej), smakował trochę jak drożdżowy i miał chrupiącą skórkę. Mąż napił się lokalnego piwa – Mythos. Smakowało mu najbardziej z tamtejszych piw.  Sama tawerna bardzo przyjemna – miła i profesjonalna obsługa, pyszne jedzenie. Znajomi, którzy z nami podróżowali,później wybrali się tam jeszcze raz – na jagnięcinę i świeże kalmary.

DSC00180  IMG_3750 kalmary z rest simi

Kolejnym przystankiem było Aliki – tam postanowiliśmy zjeść obiad w tawernie Limanaki. Jest to jedna z ostatnich tawern patrząc od zejścia na plażę. Wystrój podobny jak poprzedniej, ale położona nad samym morzem – bardzo przyjemnie się w niej jadło. Obsługiwał nas chyba właściciel – Pan, który wyglądał trochę jak „papa” z włoskiej mafii – słusznej postury, trochę flegmatyczny.  Na początek oczywiście dostaliśmy koszyk chleba (zwróćcie uwagę na rachunek, w niektórych tawernach jest on już z góry doliczany do zamówienia). W Limanaki zjedliśmy głównie owoce morza, a mój mąż dodatkowo zapiekane, nadziewane mięsem pomidory i papryczki – bardzo dobre. Wszyscy zamówiliśmy ośmiornicę – po jednej „nodze”. Dodatkowo znajomi zamówili krewetki oraz kalmary.  Wszystko było smaczne, aczkolwiek spodziewaliśmy się chyba większego „wow” jeśli chodzi o tę ośmiornicę. Zwłaszcza, ze jest to przysmak na Thassos i wszędzie można spotkać suszące się na słońcu odnóża tego głowonoga. Za to sosik, z którym została podana był genialny (coś na bazie winegretu na białym winie). Na koniec, zanim zapłaciliśmy rachunek = dostaliśmy w prezencie słodki deser – coś w rodzaju greckiego jogurtu z wiśniami. Porcja ośmiornicy kosztowała 10 euro, papryczki 4,5 euro. Do tego tradycyjnie – Mythos.

IMG_3804  IMG_3808  IMG_3814IMG_3813

IMG_3809

Na drugi dzień wybraliśmy się na obiad do Theologos – w internecie przeczytałam, że w tawernie Stelios można zjeść najlepszą kozinę na wyspie. I przyznam, że tym razem internet nie kłamał, a to, co nam zaserwowano przeszło nasze najśmielsze oczekiwania. Już na wejściu przywitał nas ogromny rożen, na którym wolno obracały się, równiutko ponadziewane kozy i jagnięta.  Zastanawialiśmy się, które pozycje z menu zamówić. Można było wybrać kozę lub jagnięcinę albo na kilogramy, albo najmniejszą porcję – 500 g. Ta druga kosztowała 12 euro. stwierdziliśmy, że chyba 500 gram mięcha z kośćmi powinno być w sam raz dla każdego. Ja zamówiłam jagnię, mąż kozę. A co tam, jeszcze poszaleliśmy i zamówiliśmy do tego sałatkę grecką i tzatziki. Na samym początku oczywiście chleb, ale do tego po szklaneczce domowego, lekkiego wina (miło). Kelner (a raczej młody chłopak, który tam pracował, może syn właściciela) przyniósł nam zamówione porcje i …ło matko… Zdecydowanie polecam wzięcie jednej porcji 500 gram na parę :).  Porcje były przeogromne i przepyszne. Nigdy w życiu nie jadłam tak fantastycznie przyrządzonego mięsa – było kruche, mięciutkie, fantastyczne. Tym większy żal, że nie daliśmy rady zjeść całej porcji. Na koniec jeszcze dostaliśmy gratisowy deser – coś w rodzaju małych, słodkich ciasteczek, przypominających w konsystencji kaszę manną z miodem. Polecam z czystym sumieniem tę tawernę, coś świetnego.

IMG_3946

 

IMG_3933

Jeśli chodzi o greckie specjały, to polecam jeszcze souvlaki – greckie szaszłyki na patyczkach, z jagnięciny lub wieprzowiny (coś podobnego do Kofty). I koniecznie z tzatzikami – ten grecki sos smakuje tam zupełnie inaczej, niż u nas. Podobnie jak grecka feta, czy pomidory. Warzywa mają świeży, słodki, południowy smak, a feta jest lekko słona i twardawa. Do tego miejscowe oliwy i jest naprawdę pysznie.

IMG_4087

Podsumowując, Grecja uwiodła nas smakami.

Smacznego.

A.

Facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinmail